Chyba każdy, kto kiedykolwiek próbował się odchudzać doszedł do momentu, w którym waga ani drgnie. Czasem na początku, czasem po jakimś czasie. Do tej pory z wywiadów z moimi pacjentami zauważam trzy reakcje na tą „tragiczną” sytuację:

REAKCJA PIERWSZA (najczęstsza):

„Nie chudnę- o zgrozo! Jem za dużo! Obetnę kalorię, obetnę węglowodany (bo to zło największe), obetnę również tłuszcze (bo to one tuczą..), właściwie białko+ warzywa będzie idealnie. Nie działa? Koleżanka schudła dużo na Dukanie (to nic, że leczy się z tej „diety-cud” do teraz).”

REAKCJA DRUGA :

„Nie chudnę? Dieta jest do bani- skoro się staram i nic nie wychodzi to mogę wrócić do starych przyzwyczajeń. Próbowałam? Próbowałam! Nikt nie zaprzeczy. Pewnie i tak mam chorą tarczycę, więc jestem skazana na otyłość, a w około tyle ludzi ma nadwagę.. O, pizza dziś w promocji.”

REAKCJA TRZECIA:

(I tu chwila ciszy na radosne fanfary… ) Nie udaje mi się pomimo deficytu kalorycznego- skonsultuje to ze specjalistą. Może to kwestia złych proporcji makroskładników? Może należy wykonać dodatkowe badania w celu wykluczenia pewnych problemów zdrowotnych? Oczywiście możesz pytać koleżanek, szukać informacji w internecie, ale pomyśl jakie poczucie bezpieczeństwa daje konsultacja z osobą, która zajmuje się tym na co dzień. I nie mówię tutaj o konieczności podejmowania pełnej kuracji- wstępna konsultacja również może Ci baaardzo pomóc.

A teraz do rzeczy- jeśli już znamy najczęstsze reakcje to pomówmy o ich skutkach- czyli dlaczego pomimo diety/ treningów waga nadal stoi:

  1. JESZ ZA DUŻO- „Nieważne ile jesz, ważne co jesz”, „Nie powinno się liczyć kalorii”- brzmi znajomo? Nie za bardzo rozumiem ten tok myślenia i wciąż pytam dlaczego jest to takie złe. Jestem ostatnią osobą na świecie, która każe pacjentom kalorie spisywać, jedzenie ważyć i drzeć na myśl o kromce chleba za dużo, głównie dlatego, że to moim zadaniem są te wszystkie obliczenia. Ale mówimy tu o osobach, które chcą się odchudzać na własną rękę. Przeciętny laik nie wie, ile kalorii jest w szklance mąki, garści orzechów, 3 łyżkach oliwy itp. Może się okazać, że często małe ilości wysokokalorycznego produktu mogą psuć Ci plany. Dlatego na początku warto zapisywać co jemy i obliczać w kalkulatorach dietetycznych. I nie mówię tu o wpadaniu w paranoje, ale o POCZĄTKOWYM, ORIENTACYJNYM sprawdzeniu, ile faktycznie jemy w ciągu dnia.
  2. PODJADASZ- ok, kalorie obliczone, posiłki ugotowane, nowe leginsy na siłownie spakowane. I tu pojawia się mały, ALE TO NAPRAWDĘ MAŁY kawałek sernika w pracy. Gotujesz obiad dla męża- przecież musisz spróbować. Wychodzisz z siłowni, po drodze Mac Donald- po siłowni nie tuczy. Robisz zakupy w sklepie, do kolacji jeszcze trochę, łapie Cię głód- kupujesz migdały, bo w końcu są takie zdrowe. W efekcie przyjmujesz kilkaset kalorii więcej niż potrzebujesz, i nie ma takiej szansy, żeby waga leciała w dół. Ten problem często jest domeną świeżo upieczonych mam. Bardzo często słyszę, że nie maja czasu nawet spokojnie usiąść i zjeść. Niestety, ale kalorie połykane z lodówki w biegu między przewijaniem a kąpielą również się liczą.
  3. JESZ ZA MAŁO- nie potrafię zliczyć, ile razy usłyszałam po oddaniu jadłospisu: „ale to więcej niż do te pory jadłem, na pewno przytyje”. Ludzie myślą, że im mniej będą jeść tym szybciej schudnął. Ok, w odchudzaniu chodzi o deficyt kaloryczny, ALE MUSI BYĆ ON ROZSĄDNY. Zbyt restrykcyjne diety sprawiają, że przemiana materii staje się bardzo powolna. Organizm chroni się przed znacznym ograniczeniem dostawy nowej energii poprzez odkładanie na zapas do tkanki tłuszczowej kalorii z każdego, nawet najmniejszego posiłku. I koło się zamyka. Taka osoba je mało i tyje. Dodatkowo- po jakimś czasie dojdziesz do przekonania, że dieta to istna katorga, kilogramy wrócą, a ty na słowo odchudzanie automatycznie wychodzisz z pokoju.
  4. JESTEŚ NIECIERPLIWY- ten problem dotyczy nawet osób przebywających na kuracjach u dietetyka. Niestety, proces redukcji to nie jestem system 0-1. Wykupiliśmy kurację, produkty zakupione, oczekujemy spadku równiutkiego kilograma w tydzień. Po drodze mamy okres, stres w pracy, zakwasy, zapomnieliśmy o piciu wody, źle spaliśmy… Wymieniać mogłabym tutaj jeszcze długo- ważne jest skoncentrowanie się na zmianie nawyków- utrata wagi jest ważna, ale zrozumieć musisz, że efekt kuracji to składowa wielu różnych elementów, i nie zawsze uzyskasz taki wynik, jakiego początkowo oczekiwałeś.

I tu wróćmy do reakcji numer jeden- jeżeli nie widzisz efektów i porzucasz stosowaną dietę dla następnej, bardziej restrykcyjnej jedyne co możesz sobie zafundować do poważne problemy zdrowotne. Cierpliwość w tym przypadku to słowo klucz- bądź wyrozumiały dla swojego organizmu i daj mu czas. Skoro dochodzenie do wagi, z której startujesz zajęło Ci kilka lat dlaczego oczekujesz ze pozbędziesz się zbędnych kilogramów w jeden/dwa/trzy miesiące?

    1. OGRANICZAJĄ CIĘ PROBLEMY HORMONALNE- nie wyobrażam sobie prowadzenia kuracji bez wglądu do aktualnych badań pacjenta. Możesz się odżywiać naprawdę zdrowo, a pewne schorzenia i niedobory witaminowe o których istnieniu nie masz pojęcia nie pozwolą Ci cieszyć się z efektów.
    2. ZAPOMINASZ O NACZELNYCH ZASADACH- pisałam już, że na proces redukcji składa się wielu różnych czynników. Załóżmy, że dbasz o odpowiednią podaż kalorii, starannie dobierasz produkty. Ale wciąż zapominasz pić wodę i Twój czas snu w ciągu doby nie przekracza 4 godzin. To tak, jakbyś chodził na siłownię posiedzieć na sofie- niby coś robisz, ale efekty będą znikome.
    3. DAJ SOBIE TROCHĘ LUZU!- biegasz na trening 6 razy w tygodniu, spędzasz godzinę na bieżni, kalorie wyliczone co do pestki jabłka… Pamiętaj, że całkowite poświęcanie się procesowi odchudzania, brak regeneracji- to wszystko jedynie może przynieść Ci frustrację i odpuścisz sobie bardzo szybko. Znowu tu pojawi się nasze słówko klucz- czyli cierpliwość. Uwierz, że chudnięcie naprawdę nie musi być dla Ciebie karą- bądź tylko dla siebie miły 🙂 Efekty przyjdą, ale na wszystko potrzeba czasu.

Powyższy artykuł oparty jest oczywiście na moich obserwacjach- możesz teraz usiąść i SZCZERZE zadać sobie pytanie, czy czasem któreś z powyższych zachowań nie dotyczy/dotyczyło Ciebie. Skoro już wiesz, gdzie popełniłeś błąd, wstań, popraw koronę i walcz dalej o swoje:)